Wujek coraz mocniej obejmuje wujenkę za piersi, aż z wujenki włosów piana rozbryzguje się po całej izbie. Nagle wujenka wydaje cichy jęk i zwiesza się wujkowi w rękach, a wujek przywiera głową do jej pleców. I tak siedzą chwilę, zastygli. Może tym razem da Bóg, Stefuś. Ano, może da.
Zapach rosołu napełnia już izbę, kiedy ostatni po sumie wracają dziadek z wujkiem Władkiem. O, pachnie, ale to pachnie, dziadek ledwo przekroczywszy próg, z lubością pociąga nosem. A bo stary kogut, to i pachnie, wujek Władek musi zawsze na przekór, a już zwłaszcza dziadkowi. Może to żal do dziadka tak z niego wyłazi przy każdej okazji, bo podobno to dziadek naraił mu wujenkę Martę za żonę. Tylko że mięso to będziemy jeść jutro, nim się ugotuje. Mówiłem, zabić tamtego kropiatego, mniejszy, bo mniejszy, ale nie taki złachany. Ale to pachnie, o, pachnie, dziadek z naciskiem powtarza.