Wujenki jak sowy wpatrują się, czy ich mężowie nie skrzywdzeni, i choćby oczyma podmieniają sobie większe na mniejsze kawałki, mniejsze na większe, i może to nawet dlatego tak wolno idzie babce to dzielenie. Zwłaszcza że i wujkowie nie są obojętni, lecz w napięciu szacują wzajemnie swoje talerze, nawet butem żaden nie zaszura po podłodze.
Tylko dziadek spokojny, bo ma zapewnione udo, i nie z woli babki, lecz sprawiedliwszej sprawiedliwości, kto wie, może Boga, który wraz z ziemią i to udo przypisał mu z każdego koguta na niedzielę. Toteż spogląda na talerze jakby z wysokości tej sprawiedliwości i od czasu do czasu poprawia sprawiedliwość babki. Stefanowi dołóż. Cóżeś Marcie tak skąpo dała? Jadwini dej skrzydełko, nie jemu. Ma już szyję, starczy mu.