Dostała babka te talerze w wianie, kiedy wychodziła za dziadka, i dlatego tak broni przed wszystkimi tych talerzy, a z nią broni czasem i dziadek. Zwłaszcza przed matką. Bo matka prawie przy każdym jedzeniu wygaduje na te talerze, że wstyd już jeść, że jak u najgorszych, że jak można przez tyle lat było nie kupić porcelanowych, w porcelanowych teraz ludzie jedzą. Ale babka z dziadkiem są przeciw porcelanowym, bo porcelanowych ile by się już natłukło, a te są i są. Nie mówiła księża gospodyni, trach, wypadnie z rąk choćby przy wycieraniu i po talerzu. A te są i są. Czy nie wiadomo z czego nawet pęknie. A te są i są.
Rozłożywszy talerze, przystępuje babka do dzielenia koguta, z powagą i namysłem, jakie przystoją sprawiedliwości. Temu udo, temu drugie udo, temu pół piersi, temu drugie pół, tam kuper, tu skrzydełko, drugie skrzydełko, szyja, za mało tych skrzydełek, za mało tych ud, więc tu coś ujmie, tam dołoży, przełoży, uszczknie, zamieni, doda, przepołowi, medytując, że taki wielki wydawał się ten kogut, taki wielki, póki chodził po obejściu, a nie ma czym dzielić.