Widnokrąg 2019
Wiesław Myśliwski — Literatura

Idziemy z ojcem w kierunku Zieleńca, a może Głębokiej Drogi albo Dziewiczej Góry. Trudno to odgadnąć z fotografii. Jej brzegi każą nam się ścieśnić. Ojciec ma ucięty nawet lewy łokieć. A pod stopami ledwo ścieżki można się domyślić, kończymy się nieomal z czubkami naszych butów. Ojciec ma chyba czarne kamasze, choć wydają się szare. Moje sandałki powinny być brązowe. Matka nieraz powtarzała, że dla chłopca w moim wieku najładniejsze są brązowe. No, i wojna, nie ma innej skóry, tylko czarna lub brązowa. Lecz z szarości fotografii trudno to odgadnąć, czy są rzeczywiście brązowe. Nawet bujne liście na kawałku gałęzi wystającej z boku fotografii, nad naszymi głowami, nie mogą się przebić przez tę szarość, choć zapewne broczą zielenią. I także pogórzone pola za naszymi głowami, i jakieś drzewa pomniejszone do wielkości ziół, i kawałki nieba u góry, wszystko to pokrywa szarość. I mnie z ojcem podobnie, choć stoimy w jasności słońca w tę letnią niedzielę. Widać to po cieniu gałęzi na nas i po cieniu ronda kapelusza na ojca twarzy.