Widnokrąg 2019
Wiesław Myśliwski — Literatura

A już z rodziną Madejów prawie że się zaprzyjaźnił. Choć Madeje mówili, że się zawziął na nich. Kupa ich była i bieda aż piszczała. Chałupę też mieli najbiedniejszą we wsi. Przykulona do ziemi, z jednej strony drągiem podparta, okienka nie większe niż główki kapusty, a i sami, od dziadków poprzez córki, synów, synowe, zięciów, aż po bachorów, nie wyglądali lepiej. Ale Hanke jaśniał na ich widok i witał się z nimi jak z dobrymi znajomymi. Poklepywał ich po plecach, a nawet próbował parę słów powiedzieć po polsku.

Zaraz też wyprowadzał ich na obejście, na słońce. Tu najpierw długo patrzył, gdzie to słońce nad obejściem, a potem według tego słońca ich ustawiał tu, tam, po całym obejściu, aż nieraz wydawało się Madejom, że to słońce na niebie tak ustawia. I wciąż mu było źle, wciąż od nowa ich ustawiał. Bo chciał, żeby i chałupa wyszła, i to po tej stronie z drągiem, żeby i stodoła, żeby chlewy, żeby płot, psia buda, żeby cały świat. To nagonił ich nieraz, że ledwo nogami Madeje powłóczyli, choć tylko po obejściu i nie wcale takim dużym.