Widnokrąg 2019
Wiesław Myśliwski — Literatura

Dopiero dziadek trzepie się swoim zwyczajem w kolano i ucina. Spokój! A potem łagodnie, z wysokości już swojego wieku, sam zaczyna o lisach, jakby on jeden o lisach wiedział wszystko. E, nie widać jakoś teraz lisów. Trochę tam kuropatw, zajęcy. A lisy jakby poznikały. Czy ta wojna, czy co? Nie było niby przepowiedni na lisy. Na kuropatwy tak. Nie będzie kuropatw, nie będzie i Żydów. Nie słychać nawet, żeby komu lis kurę porwał. A dawniej nie było dnia. Nie kurę, to gęś, kaczkę. I nory pozapadane, ani śladów, żeby wchodziły, wychodziły. Może jaka zaraza? I na lisy to nie teraz, w lecie. Teraz byle co, nie futro. Raz, dwa by ci wyleniało, Martuś. To dopiero zimą. Zimą im gęstnieje. I włos się robi grubszy, dłuższy, połyskliwy. Trzyma się latami potem. Drut tylko trzeba by stalowy na wnyka. Jest tam kawałek na strychu. I wypatrzyć, którędy jaki chodzi. Ale to do zimy jeszcze ho, ho.