Położyła się ponownie, ale uniosła się, aby zdjąć plecak z zaopatrzeniem. Kosztowało ją to tyle bólu i wysiłku, że aż się popłakała. A co, należała się jej solidna dawka płaczu. Kiedy, jeśli nie teraz? Starała się uspokoić oddech, emocje uciekały, niestety wewnętrzne silniki powoli gasły jeden po drugim, zaczęło jej się robić zimno. Otworzyła główną komorę plecaka i wyciągnęła cienką kurtkę puchową. Porządna rzecz, droga, ale warta zakupu. Wiedziała, że włożenie jej wywoła ból, więc postanowiła dać sobie minutkę na odpoczynek. Miała też folię termiczną, którą postara się owinąć. Rękawiczki, cudownie. Nie lubiła w nich biegać, ale zawsze miała je przy sobie.
Założyła je, zdając sobie sprawę, jak mocno drżą jej dłonie. Na szczęście rękawiczki umożliwiały obsługę ekranów dotykowych, więc nie musiała narażać się na odmrożenia podczas dzwonienia do GOPR-u. Oby tylko był zasięg.
Sięgnęła do bocznej kieszonki i wyciągnęła iPhone’a, niestety, już chwytając go, czuła, że jest źle. Ekran był strzaskany, chociaż świecił blado, ale z tego cacka już nikt nigdzie nie zadzwoni.