Kitlińska drgnęła nerwowo, jakby była gotowa wyprowadzić żonę Hauera na zewnątrz. Milena zupełnie zignorowała uwagę, skupiając się na pisaniu esemesa. Była to tak wyraźna manifestacja obojętności, że w przynajmniej kilku politykach obozu rządzącego musiało się zagotować.
– Spokojnie – zaapelował Patryk. – W tej chwili liczy się każda para rąk, a…
– Ale nie ta, która chce, żebyśmy podpisali na siebie wyrok.
– Jaki wyrok, do kurwy nędzy?
Korodecki zbliżył się do Patryka, pochylił się i spojrzał mu głęboko w oczy.
– Dobrze wiesz, że każdy niuans będzie potem analizowany jak przez lupę – oznajmił. – Jedno nasze potknięcie, niewielkie
spieprzenie nawet błahej sprawy, a cała społeczność międzynarodowa będzie musiała uznać, że mamy nielegalny rząd.
Uwadze Patryka nie uszła reakcja Gockiego, Hajkowskiego i kilku innych polityków niezwiązanych z prawicą. Czuł, że za moment straci grunt i na jakiekolwiek posunięcie ze strony Swobody będzie za późno.
– Panie profesorze – podjął, patrząc na Benkego. – Jakie jest pana zdanie?
– Cóż…
– Proszę mówić wprost: jest inne wyjście?