– Nie – odparł bez wahania Cezary. – Albo uznamy, że Regulamin Sejmu wystarcza, albo musimy zmierzyć się z faktem, że ciągłość władzy została przerwana.
Hauer odczekał chwilę, przypuszczając, że któryś z oponentów podniesie sprzeciw. Kiedy wydawało mu się, że nikt już tego nie zrobi, Hajkowski potrząsnął głową.
– Nie ma mowy – rzucił. – Nie pozwolimy na to, żeby UR przejęła całą władzę w kraju.
– Całą? – zaoponował Patryk. – Premier jest z Pedepu, rząd jest z Pedepu, a poza tym…
– Premiera nigdzie nie ma.
– Co nie znaczy, że…
– To może znaczyć wszystko – wpadł mu w słowo Korodecki. – A nas nie stać na to, żeby w takiej chwili dokonywać przewrotu na scenie politycznej.
– UR nie ma mandatu do rządzenia – przyznał Olaf.
Patryk potarł nerwowo czoło, nie dowierzając temu, co się dzieje. Przekrzykiwanie się, przerywanie sobie i wzajemne podejrzenia były naturalnymi elementami codziennej politycznej rzeczywistości, Hauerowi wydawało się jednak, że w sytuacji kryzysu zejdą na drugi plan.
– Zwariowaliście? – odezwała się Milena. – Chcecie rozgrywać to jak międzypartyjną wojenkę, kiedy trzeba ratować samo istnienie kraju?