Biuro matrymonialne
Adam przyjechał do domu i powiedział:
– Judyta, a gdybyśmy założyli biuro matrymonialne?
Pamiętam, że po raz pierwszy w życiu udało mi się zakrztusić mocną herbatą. Jak już przestałam się dławić, mogłam grzecznie zapytać:
– Biuro matrymonialne? Czyś ty oszalał?
– Biuro matrymonialne w starym stylu, poznajemy ludzi, robimy z nimi wywiad, rozmawiamy, a potem szukamy dla nich partnera, trzeba by zamówić u specjalistów ankietę, wiem nawet, z jakim kluczem... i dać szansę tym, którzy chcą się spotkać z drugim człowiekiem, a nie z jakimś wiralowym widmem... A ty byś je poprowadziła... Byłabyś świetna... – Rzucił kluczyki od samochodu na blat w kuchni i wyglądał jednocześnie na podekscytowanego i zmęczonego.
Usiadł przy stole i otworzył wino.
Brzmiało to tak, jakbym się cofnęła w czasie. W dobie internetu robić coś takiego?
– Nalej mi też. – Wyjęłam drugi kieliszek, mimo że nie pijam wina bez okazji. I w ogóle wino mi szkodzi. Jeszcze nie za bardzo, ale w porównaniu z tym, co było... Ech, ten upływający czas ma nawet wpływ na alkohol... – Skąd ci to przyszło do głowy? – Upiłam łyk i lekko się skrzywiłam.