– Myślisz, że dlaczego terapeuci mają ręce pełne roboty? Bo straciliśmy zdolność porozumiewania się, ludzie informują się o tym, co robią i co jedzą, na fejsie, dostają sto pięćdziesiąt lajków i myślą, że mają stu pięćdziesięciu znajomych. – Adam był niezrażony. – A gdy przychodzi co do czego, to nie umieją się dogadać z drugim człowiekiem... Ja myślę, że bylibyśmy dobrzy w tym...
– Może ty, ale ja???
– Twoje warsztaty z empatii na pewno by się przydały... Sama mówiłaś, że jeśli pomoże się choć jednemu człowiekowi, to tak, jakby ratowało się świat...
No owszem. Tak mówiłam. Ale to było dawno!
– Dopóki chcemy coś robić, to nie jest z nami tak źle...
– Ale jak ty to sobie wyobrażasz?
– Wynajęlibyśmy mieszkanie w Warszawie, dojazd kolejką mamy znakomity, rozmawiałem już z Mateuszem, oni wyjeżdżają na cztery lata do Stanów, cena nas nie zabije...
Najpierw oporowałam – to dziwne słowo, ale okazuje się, że bliskie mojemu stanowi ducha, a potem sobie pomyślałam, że to będzie fajnie mieć codzienny kontakt z ludźmi, jakimiś normalnymi, którzy chcą czegoś więcej niż miliona lajków.