Drzwi zaskrzypiały, ale do izby zamiast Julianny wkroczyła Nadia Osadkowska. Miała na sobie jasny płaszcz, czarne pantofle na obcasach i mały kapelusik przekrzywiony na jedną stronę. Nawet pachniała pięknie, mieszaniną tuberozy i róży, a na jej drobnej dłoni połyskiwała złota obrączka.
– Dzień dobry, Wissarionie – powiedziała cicho i uśmiechnęła się delikatnie.
Spojrzał na nią i jak zawsze, gdy ją widywał, serce zaczęło mu szybciej bić. Jednak mimo uśmiechu Nadia nie wyglądała na szczęśliwą. Wręcz przeciwnie, w jej ogromnych oczach zobaczył autentyczną rozpacz. Nie miał pojęcia, co się wydarzyło, ale od razu się zdenerwował. Czyżby Andrzej zrobił jej jakąś krzywdę? Podszedł do niej, mocno przytulił, a potem musnął ustami jej policzek.