Wotum nieufności
Remigiusz Mróz — Kryminały

Dopiero teraz dotarło do niej, że nie tylko nie wie, gdzie jest, ale także nie ma pojęcia, co działo się z nią w ostatnim

czasie. Z trudem przełknęła ślinę, odnosząc wrażenie, jakby przez zaschnięte gardło przepychała kłębki waty.

Rozejrzała się. W niewielkim pokoju znajdowały się jedynie stolik, stare krzesło i łóżko. Okno było zasłonięte grubą kotarą, a komórka Darii leżała na parapecie.

Seyda podniosła się, tym razem powoli. Podeszła do okna, odsunęła zasłonę i spojrzała na niewielki parking, który kojarzył się raczej ze stacją benzynową niż z hotelem. Zrozumiała, że musi znajdować się w jednym z tych przydrożnych moteli, które na wypłowiałych billboardach kuszą kierowców niepoważnie niskimi cenami noclegu.

Drżącą ręką sięgnęła po telefon. Włączyła go, a potem przez moment czekała w bezruchu.

Po chwili rozbrzmiała kanonada dźwięków, zwiastująca nadejście przynajmniej kilkunastu SMS-ów. Parę informowało o tym, że próbowano się z nią skontaktować, dwa były od męża. Daria szybko je przejrzała, po czym wybrała numer jedynej osoby, do której mogła się zwrócić w każdej sprawie.

Szef Kancelarii Sejmu odebrał już po pierwszym sygnale.

– Wreszcie – rzucił z wyraźną ulgą. – Wszyscy pani szukają.