Wotum nieufności
Remigiusz Mróz — Kryminały

Seyda pomyślała, że w pewnym sensie ona także niebawem zacznie to robić.

– Pani marszałek?

Mimo że znali się jak łyse konie i pracowali ze sobą od lat, Hubert Korodecki stanowczo oponował, ilekroć proponowała, by mówił jej na „ty”. Twierdził, że dopóki będzie jego bezpośrednią przełożoną, on będzie trzymał się zasad.

Daria milczała, tocząc wzrokiem po parkingu. Nigdzie nie dostrzegła swojego samochodu ani auta Biura Ochrony Rządu. Jak się tu dostała? I gdzie było „tu”?

– Słyszy mnie pani?

Potrząsnęła głową.

– Tak, słyszę.

– Gdzie pani jest?

Każda odpowiedź, jaka przyszła jej na myśl, brzmiała wręcz niepoważnie. Postanowiła więc zrobić to, co politycy potrafią robić najlepiej. Zignorowała pytanie.

– Mamy problem… – powiedziała cicho.

– Poważny?

Cały Korodecki. Nigdy nie dopytywał, nie drążył, nie wyrażał zaniepokojenia i nie pozwalał sobie na niedowierzanie. Zamiast tego od razu przechodził do rzeczy.

– Trudno powiedzieć – odparła Seyda, otwierając okno.