W odróżnieniu od większości kobiet w polityce stroniła od maskulinizmu. Przeciwnie, chętnie akcentowała swoją kobiecość. Nie nosiła krótkich włosów jak Angela Merkel, Hillary Clinton czy Theresa May. Jasną grzywkę zaczesywała na bok, a długi warkocz plotła w tradycyjnym, nierzucającym się w oczy stylu. Ubierała się tak, by podkreślić figurę, a nie ją maskować. Od czasu do czasu narażała się przez to na przytyki i krytykę, ale była na to przygotowana. Dobrze znała przypadek argentyńskiej prezydent, która przez swoją urodę długo musiała znosić ocenianie jej jedynie przez pryzmat powierzchowności.
Seyda uznała, że jeśli ma za pół godziny opuścić motel, najwyższa pora doprowadzić się do stanu używalności. A właściwie sprawdzić, w jakim w ogóle stanie się znajduje.
Podeszła do drzwi i przez moment nasłuchiwała. Kiedy uznała, że na korytarzu nikogo nie ma, uchyliła je lekko i wyjrzała na zewnątrz. Szybko przeszła do łazienki, zamknęła się w środku i spojrzała w lustro.
Wyglądała jak siedem nieszczęść. Włosy miała w nieładzie, pod oczami widać było głębokie cienie, a sucha skóra miejscami była niemal biała. Na Boga, co się z nią działo przez te dziesięć godzin?