Wotum nieufności
Remigiusz Mróz — Kryminały

Opłukała twarz zimną wodą, a potem zrobiła, co mogła, żeby wyglądem nie budzić podejrzeń. Efekt nie był najlepszy. Jeśli ktokolwiek ją zobaczy i będzie miał przy sobie komórkę, po kwadransie serwisy plotkarskie będą pisać o tym, że marszałek sejmu ostro zabalowała w nocy.

Może nie mijało się to z prawdą? Może zaczęła od lampki wina przy meczu uwielbianego przez nią hokeja, a potem straciła kontrolę? Nigdy jej się to nie przydarzyło, nigdy też nie sięgała po nic mocniejszego od alkoholu, ale czy naprawdę mogła wykluczyć, że sama wprowadziła się w taki stan?

Wszystko sprowadzało się do tego, czy sobie ufała. A doskonale wiedziała, że polityk nigdy nie powinien ufać drugiemu politykowi.

Hubert zjawił się po dwudziestu minutach. Zaparkował tuż pod motelem, sprawdził okolicę i nie dostrzegł nikogo, kto mógłby zrobić użytek z tej sytuacji.

Kiedy Daria chwilę później wsiadła do samochodu, w końcu odetchnęła.

– Nikt cię nie widział? – zapytała.

Pokręcił głową, wbijając wzrok przed siebie. Potem nerwowo przygładził zarost wokół ust i przesunął ręką po łysej głowie.

– Więc o co chodzi?

– Słucham?