Psychol zmrużył oczy z nienawiści i przez chwilę zastanawiał się, czy odwrócić widły w stronę policjanta, ale najwyraźniej zachował resztki zdrowego rozsądku. Zastygł w bezruchu i nie wykonując żadnego manewru, zwyczajnie rozprostował palce zaciśnięte na rękojeści, a widły z brzękiem upadły na kamienny chodnik prowadzący do domu księdza.
– Co tu się dzieje? – spytał policjant pozostałych mężczyzn, nie spuszczając z oczu Kunerta.
– Proboszcz w nocy wywiózł gdzieś panienkę – wyjaśnił jeden z napastników, łysiejący grubas w świecących od tłustych plam brązowych spodniach i flanelowej koszuli. – Żona od Garbali widziała przez okno, bo koło kościoła świeciła jarzeniówka. – Wskazał uliczną latarnię trzymanym w dłoni solidnym kijem. – Zabrał panienkę do auta i gdzieś pojechał. Czekali my tu na niego parę godzin. Dopiero co wrócił. Sam. Nie wiadomo, co z nią zrobił...
– Nie pozwolimy na takie rzeczy! Nie chcemy tu takiego księdza! – krzyknął ktoś za plecami policjanta. – Delegacja z Bogorii jest już u biskupa w Opolu. Złożą skargę!
– Niech się farosz wytłumaczy! – zawtórował mu inny.