Policjant przeniósł pytający wzrok na proboszcza Lasotę, który lekko drżał z emocji, ale w tej samej chwili rozległ się dzwonek telefonu.
Ksiądz sięgnął do kieszeni krótkiej wiatrówki, wydobył z niej komórkę i przyłożył do ucha.
– Szczęść Boże, księże biskupie – powiedział z pokorą wywołaną poczuciem winy, a mężczyźni zgromadzeni na podwórzu parafii, łącznie z Kunertem i policjantem nastawili uszu.
– Tak... Wiem... Księże biskupie... rozumiem... Oczywiście, księże biskupie... Wiem... – Proboszcz najwyraźniej się tłumaczył, a poranna cisza pozwalała usłyszeć, że głos po drugiej stronie linii był pełen wzburzenia i gniewu. Wreszcie zamilkł.
– To się więcej nie powtórzy... – zapewnił cicho Gerard Lasota, ale nie wiadomo, czy biskup, który rzucił słuchawką, zdążył przyjąć tę obietnicę.