Wotum
Maciej Siembieda — Kryminalne i sensacyjne

Szef, dobrze zbudowany trzydziestolatek w stopniu aspiranta, niechętnie uniósł głowę znad raportu, który czytał dziś po raz trzeci i bez słowa wskazał dzielnicowemu z Bogorii krzesło z drugiej strony biurka.

– „Użyłem broni służbowej” – odczytał głośno. – Musiałeś to pisać?

– Zbyt wielu ludzi widziało – rzeczowo wyjaśnił posterunkowy. – I tak by się wydało.

Aspirant popatrzył na niego badawczo.

– Co tam zaszło? – spytał, dając do zrozumienia, że doskonale zdaje sobie sprawę z różnic między tym, co rzeczywiście się zdarzyło, a ogólnikami przedstawianymi w raportach za pomocą ciągle tego samego zestawu sformułowań. Jego żona, nauczycielka polskiego, żartowała, że polski policjant zna trzysta słów, a komendant komisariatu trzysta dziesięć.

– Tak jak napisałem – posterunkowy postanowił jednak bronić swojego tekstu – doszło do sprzeczki sąsiedzkiej między proboszczem z kościoła Świętego Benedykta a parafianami. Jeden z nich zaatakował księdza widłami. To świr. Ma żółte papiery. Jest wyjątkowo agresywny, dlatego musiałem go postraszyć pistoletem. Sam komendant rozumie. Pomogło. Zgromadzenie się rozeszło. Personalia uczestników spisałem i dołączyłem do raportu.