Wstyd
Robert Małecki — Literatura

1 LUTEGO 2021 ROKU

W sobotę, gdy Julia Karlińska obudziła się z ulotnym poczuciem szczęścia, jeden z jej synów został znaleziony martwy.

Nie pamiętała już, kiedy nawiedził ją ten błogi stan. Zresztą pojawił się nagle i zniknął szybciej, niż mogła się tego spodziewać. Być może przyniosły go wpadające przez okno połaciowe promienie zimowego słońca, które wyrysowały jasny trapez na wytartych panelach i ścianie pokrytej poszarzałą od kurzu i brudu białą farbą. A może po prostu przyśniło jej się coś miłego. Uśmiech męża, który zginął w drodze do pracy? Ten sam uśmiech z ich ślubnego zdjęcia wiszącego nad wezgłowiem łóżka.

Może.

W każdym razie tuż po przebudzeniu nie pamiętała tego snu, a jednak poczuła się jak w przytulnym kokonie utkanym z ciepła i dobrego nastroju.

Niewykluczone, że stało się tak tylko dlatego, ponieważ wreszcie porządnie się wyspała.

Zerknęła na stolik nocny. Elektroniczny budzik przysłaniały butelka wina i puste kieliszki, więc przestawiła je.

Dziesiąta z minutami.