Wstyd
Robert Małecki — Literatura

Ostatnio znaczniej częściej niż poczucie szczęścia pielęgnowała w sobie niesmak i zażenowanie. Tak jak wczorajszego wieczoru, gdy napuściła do wanny gorącej wody i stanęła naga przed lustrem. Przyglądała się sobie jakiś czas, a następnie odwróciła wzrok od wątłych piersi oraz długich zmarszczek, rozchodzących się od pępka po zwiotczałej skórze brzucha, niczym pajęczyna. Pamiątka po bliźniaczej ciąży. Jej prywatny symbol macierzyństwa.

Wstydziła się swojego ciała. Nie tyle samego wyglądu, ile faktu, że ją zawodziło. Wszystko się w niej zmieniało. Niemal tak jak wtedy, kiedy z dziecka stawała się nastolatką. I tamto doświadczenie, o dziwo, również okupiła wstydem. Przynajmniej wówczas, gdy po raz pierwszy zabrudziła krwią piżamę i pościel. Albo kiedy urosły jej piersi. Oplatała się ciasno opaską elastyczną, spłaszczała je, jak tylko mogła, i nosiła luźne, sportowe bluzy. Nie miała ochoty słyszeć męskich gwizdów, gdy szła chodnikiem, a te wcześniej się zdarzały.

I obecnie to ciało także stawało się jej wrogiem.