Książęta powitali ich z otwartymi ramionami i – jak to Gruzini – podjęli prawdziwie po pańsku. A potem w nagłym przypływie wzruszenia – co podczas gruzińskich biesiad za zastawionym stołem i z kielichem pełnym młodego wina zdarza się dość często – obwieścili przybyszom, że jeśli się im u nich spodobało, mogą pozostać w zielonej dolinie na zawsze. Wydzieli się im ziemię pod nowe domostwa, poletka, ogrody i sady, a swoje stada będą mogli wypasać na górskich połoninach. Przybysze popatrzyli po sobie i bez słowa, nawet się nie naradzając, uznali, że nigdzie indziej nie będzie im lepiej. Postanowili osiąść w dolinie.
I nic dziwnego, bo lepszego miejsca ze świecą by w świecie szukać! Gruzińskie księstwo Kachetii mogłoby uchodzić za raj na ziemi. Leżało w płaskiej kotlinie odgrodzonej od świata górskimi łańcuchami. Otulające ją kaukaskie szczyty chroniły Kachetię przed nawałnicami i surowymi zimami, a rzeki i strumienie spływające ze skalistych zboczy szczodrze poiły tamtejsze pastwiska i pola. One zaś odwdzięczały się urodzajnymi zbiorami wszelkich zbóż, owoców i warzyw, soczystą trawą, kwieciem i wonnymi ziołami, z których wiele miało moc uzdrawiania.