Lara, choć mało kto w dolinie przeszedł tyle co ona i mało komu przyszło doznać tyle bólu co jej, nie narzekała na swój los, na krzywdę, jaka ją spotkała. Nie obnosiła się z nieszczęściem, nie szukała współczucia ani pocieszenia. Jeśli zdarzało mi się słyszeć w jej głosie nieśmiałe, cichuteńkie nutki skargi, to tylko wtedy, gdy opowiadała o doli całej doliny Pankisi i jej mieszkańców Kistów.
Sama była jedną z nich, jak oni urodziła się, wyrosła i spędziła całe życie w dolinie schowanej głęboko wśród przepastnych wąwozów Kaukazu.
Przez sto, a może i dwieście lat Kistowie nie zaprzątali sobie głowy myślami o tym, kim są, za to dobrze wiedzieli, skąd przyszli do doliny. Każdy znał przekazywane z pokolenia na pokolenie opowieści o wędrowcach, którzy przed ponad dwustu laty przeprawili się przez przełęcze Kaukazu na jego południowe zbocza i znaleźli gościnę u żyjących tam gruzińskich książąt.