– Mama... – Urwałem. Nie wiedziałem, jak dokończyć.
– Wróciła już z delegacji? – zapytała Iwonka.
A potem wszystko wydarzyło się już samo. Pokręciłem głową.
– Nie. Nie wróciła – powiedziałem.
– Miała wrócić.
– Miała – potwierdziłem. – Ale... Ale musiała jeszcze zostać.
– Na delegacji?
– Tak. Musiała jeszcze zostać na delegacji.
W jej oczach odbił się cień smutku. Znowu mnie ścisnęło. Dłonie zaczęły mi drżeć. Schowałem je za plecami, żeby Iwona niczego nie zauważyła.
– A kiedy wróci?
Nie oszalałem. Wiedziałem, że nie mogę jej okłamywać. Przynajmniej nie cały czas. Prędzej czy później przecież dowie się prawdy. Mogłem jednak podarować jej jeszcze jeden dzień dzieciństwa.
– Jutro – odparłem. – Mama wróci jutro.
Iwona uśmiechnęła się szeroko. Radośnie. Najpiękniej na świecie. Patrzyłem na nią i nie wiedziałem, czy kiedykolwiek zbiorę się na odwagę, by powiedzieć mojej córce, że zabiłem jej matkę.