Z miłości? To współczuję
Agata Romaniuk — Reportaże

Lipcowy żar parzy stopy. Rozpuszczają się podeszwy kupionych w Polsce japonek. Okulary, lekkomyślnie zostawione w samochodzie, palą uszy i nos. Na łydce ślad oparzenia – nieuważnie wysiadałam z rozgrzanego samochodu. Nie umiem jeszcze żyć w tym pustynnym upale, mieszkam w Omanie dopiero od dwóch miesięcy. Zaawansowana ciąża daje mi się mocno we znaki. Tego lipcowego, niedzielnego ranka, przy prawie pięćdziesięciu stopniach na zewnątrz, czekam w kolejce, żeby odebrać kartę rezydencką. Salika, młoda Omanka, przyszła po prawo jazdy. Dotyka mojego brzucha i pyta o płeć dziecka.

– In sza Allah, urodzi ci się piękny syn. A ile za niego dostaniesz? – pyta. Widząc moją zdziwioną minę, tłumaczy: – Dawniej u nas otrzymywało się równowartość wagi dziecka w złocie, ale te czasy się skończyły. Teraz można liczyć, powiedzmy, na kolię i bransolety. Ale lepiej to wcześniej ustalić, żeby się nie zdziwić. Moja siostra zapisała wszystko, co ma dostać w kontrakcie małżeńskim. A trafiły jej się bliźniaki i wszystko razy dwa. Wyobraź sobie! – klaszcze w dłonie. – A ty co masz w kontrakcie ślubnym? – dopytuje się.

Jest zaskoczona, że nie mamy z moim polskim mężem żadnego kontraktu.