Z miłości? To współczuję
Agata Romaniuk — Reportaże

– No, jak to? Sama jesteś. Zawsze ty musisz z nim sypiać, ty musisz gotować, zabawiać jego matkę i siostry, wysłuchiwać problemów w pracy. Wszystkie dzieci musisz sama urodzić. Ciężko masz. A wasze małżeństwo jest aranżowane czy z miłości?

– Z miłości i… – mówię, ale Salika mi przerywa.

– Zawsze mi się to wydaje upokarzające, że musisz kręcić biodrami, starać się, żeby cię zauważył, żeby cię chciał. Ile rozczarowań. Miłość to krucha podstawa związku. Wolałam tego nie przeżywać. Moje małżeństwo zorganizował ojciec. Wybraliśmy Jasira, bo pochodzi z dobrej rodziny. Jest wysoki i barczysty, dobrze zarabia, pracuje w PDO, firmie naftowej, więc sama rozumiesz. A ty czym się kierowałaś? Czy twoi bracia sprawdzili jego rodzinę? Jakiej wysokości masz mahr? Ile biżuterii dostałaś?

Nic nie mówię, a ona ciągnie dalej:

– No tak. Z miłości. To współczuję. Jak miłość się skończy, zostaniesz z niczym – mówi na odchodnym. Nie zdążam zaprzeczyć.

Dziewięć lat później przekonam się, że miała rację.