Zabić drozda
Harper Lee — Komiksy i graficzne

May­comb było stare, ale gdy ja je pozna­wa­łam – było już nie tylko stare, ale i zmę­czone. W desz­czowe dni ulice zmie­niały się w rdzawe strugi błota, chod­niki pora­stały trawą, a budy­nek sądu przy głów­nym placu zapa­dał się w sobie. Mam wra­że­nie, że było wtedy gorę­cej: czarny kun­del cier­piał w let­nie dni, kości­ste muły zaprzę­żone do dwu­kó­łek oga­niały się od much w nie przy­no­szą­cym chłodu cie­niu dębów rosną­cych na placu. Sztywne koł­nie­rzyki panów mię­kły już o dzie­wią­tej rano. Panie, które brały kąpiel przed połu­dniem i po popo­łu­dnio­wej drzemce, o zmroku przy­po­mi­nały już roz­mię­kłe ciastka z lukrem z potu i won­nego talku.