Czekając na kufel dla Barclaya, obserwował byłego żołnierza piechoty w lustrze za barem. Barclay był zaledwie nieco po trzydziestce, ale przedwcześnie siwiał. Poza tym wyglądał dokładnie tak, jak Strike zapamiętał: gęste brwi, wielkie, okrągłe niebieskie oczy i mocny podbródek. Z tymi ptasimi rysami trochę przypominał przyjaźnie nastawioną sowę. Strike polubił Barclaya już wówczas, gdy zabiegał o to, żeby postawić go przed sądem wojskowym.
– Nadal palisz? – spytał Strike, kiedy przyniósł mu piwo i usiadł.
– Elektroniczne – odrzekł Barclay. – Urodziło się nam dziecko.
– Gratuluję – powiedział Strike. – Więc prowadzisz zdrowy tryb życia?
– No, coś w tym guście.
– Dilujesz?
– Nigdy nie dilowałem – obruszył się Barclay. – Dobrze, kurwa, wiesz. Ja tylko popalam, stary.
– Gdzie się teraz zaopatrujesz?
– Przez internet – odparł Barclay, sącząc piwo. – Łatwizna. Za pierwszym razem nie wierzyłem, że coś takiego może, kurwa, działać. Ale potem pomyślałem: „No dobra, potraktuję to jak przygodę”. Przysyłają ci to w paczkach po fajkach i takich tam. Wybierasz z całego menu. Internet to supersprawa.
Zaśmiał się i dodał:
– No to o co chodzi? Nigdy bym nie przypuszczał, że się do mnie odezwiesz.