Czy była w tym ironia? Komizm? W niedzielę dziewczyny spotkały panią Wamp na mszy – bladą jak wosk, z wytrzeszczonymi oczami, jakby głowa jej się skurczyła. Dziewczynki, powiedziała do nich czule, wyciągając ręce, ale nie podnosząc się z wózka. Było w tym coś tak żałosnego, że musiały zagryzać usta, żeby się nie roześmiać. A jednocześnie miały niejasne poczucie, że to ich wina – że same doprowadziły ją do tego stanu swoim notorycznym szyderstwem.
Zapomniały jednak o tym wszystkim, zapomniały wręcz o istnieniu pani Wamp, z chwilą gdy w murach szkoły pojawiła się pani Grehan. Tamtego dnia weszła do klasy w białym garniturze, który dobrze podkreślał wspaniałą rudość jej długich włosów. Od razu podeszła do tablicy i napisała na niej drukowanymi literami: POETKI.