Powinienem być z Maggie.
Nie żegnam się z Trace’em. On też wychodzi bez słowa.
I widzę go po raz ostatni.
Kilka sekund później w sali zostaję tylko ja z Izilem. Spieszę się, bo głupio zakładam, że zdążę. Zamykam właśnie klatkę piersiową chłopca, gdy drzwi otwierają się z hukiem.
Do środka wpadają uzbrojeni bojownicy. Nie wiem ilu. Wszyscy mają obłęd w oczach. Widziałem już ten wzrok. Zbyt wiele razy. Widziałem go kilka dni temu na wschód od Dżanatu.
I widzę go czasami, gdy patrzę w lustro.
Zamykam oczy, wyobrażam sobie twarz Maggie i czekam, aż ktoś pociągnie za spust.