Kontynuuję operację piętnastoletniego chłopca o imieniu Izil. Mam nadzieję, że każdy, kogo ratuję, jest niewinny, choć jednocześnie w to wątpię. Naszym zadaniem nie może być rozstrzyganie, kto jest po której stronie. Naszym zadaniem, mówiąc krótko i niezbyt górnolotnie, jest ratowanie życia. Mówią: „Zabijcie wszystkich, Bóg rozpozna swoich”. To niemal całkowite przeciwieństwo tego, czym my się kierujemy – ratujcie wszystkich, Bóg rozpozna… Rozumiecie, co mam na myśli?
Nie jestem „po obu stronach”. Nie jestem po żadnej ze stron.
– Marc – odzywa się Trace.
Patrzymy sobie w oczy znad masek chirurgicznych. Znamy się od wielu lat. Razem odbywaliśmy szpitalny staż. Nieśliśmy pomoc medyczną podczas kryzysów humanitarnych – takich jak ten – we wszystkich częściach świata. Trace jest jednym z najbardziej utalentowanych kardiochirurgów na świecie.
– Pomogę ci to zamknąć – mówi.
– Radzę sobie.
– Poczekamy.
Kręcę głową, ale on wie.
– Zostawcie mi ambulans – proszę. – Nie będą strzelali do ambulansu.
Obaj wiemy, że to już nieprawda, nie we współczesnym świecie.
Nie powinniśmy byli tu przyjeżdżać. Nie powinienem był na to pozwolić. Powinienem był zająć się naszym biznesem, pożegnać się i wrócić do domu.