Mężczyzna przygryzł dolną wargę z taką siłą, że poczuł w ustach metaliczny smak krwi. Musiał podjąć decyzję. Trzeba było coś z nią zrobić. Od miasta dzieliło go nie więcej niż dwadzieścia kilometrów. Po drodze kilka wsi. I sporo lasu.
Zwolnił, kiedy wjechał na teren zabudowany, a gdy minął ostatnie gospodarstwo, znów docisnął pedał gazu. Obrzucił spojrzeniem pasażerkę. Jadące z naprzeciwka samochody rzuciły światło na jej skrytą pod kapturem twarz.
– Powiesz coś w końcu? – zagadnął, nie spuszczając wzroku z przedniej szyby.
Zero reakcji. Od momentu gdy wsadził ją do samochodu, nie wydała z siebie żadnego dźwięku. Nie umiał ocenić, czy w ogóle kontaktuje.
– No mów coś, do jasnej cholery! – warknął.
W lusterku wstecznym ujrzał reflektory jakiegoś sportowego samochodu. Lekko spuścił nogę z gazu i pozwolił się wyprzedzić. Kątem oka dostrzegł, że kobieta obróciła się do niego plecami. Skuliła się jeszcze bardziej, teraz wyglądała jak przerośnięty embrion.
– Kurwa mać! – syknął i trzasnął dłońmi w kierownicę, a potem jeszcze raz i jeszcze.