Rozdział 1
Fides et ratio
1
Wrońsk, powiat ciechanowski
Ulicę rozświetlały jedynie przydrożne lampy na słupach energetycznych, kiedy czarna iks piątka powoli minęła niewielką rzekę. Siedzący w środku Chyłka i Oryński starali się wyłowić z mroku wieżę świątyni, do której się kierowali – ujrzeli ją jednak dopiero, kiedy Kordian zaparkował pod nieco zaniedbanym ogrodzeniem kościoła.
Jako pierwsze otworzyły się drzwi pasażera, a zaraz potem Joanna wysiadła z auta, wyraźnie niezadowolona.
– Naprawdę musisz? – spytał Zordon, zamykając samochód.
– Co?
– Manifestować dezaprobatę całą sobą?
– Nic nie robię – odburknęła Chyłka, po czym ruszyła w stronę otwartej furtki.
Ten, kto na nich czekał, najwyraźniej nie pofatygował się, by zamknąć ją z powrotem po tym, co stało się tutaj nie więcej niż dwie godziny temu.
– Nic? – rzucił Zordon, zrównując się z żoną. – A kto przez całą drogę pomstował?
– Siedziałam cicho.
– To prawda – odparł pod nosem Kordian, otwierając jej główne drzwi do kościoła. – Rzecz w tym, że czasem potrafisz naprawdę głośno milczeć.