Zarzut
Remigiusz Mróz — Literatura

Joanna zatrzymała się w progu i na moment zawiesiła wzrok na jego oczach. Z wnętrza budynku do jej nozdrzy dotarła charakterystyczna piżmowa woń, kojarząca się ze starymi świątyniami.

– Zordon – rzuciła.

– No?

– Można by powiedzieć, że jechałeś tu z określoną prędkością, ale byłoby to poświadczenie nieprawdy. Jechałeś z określoną wolnością.

Oryński pokręcił głową i zamaszystym ruchem ręki zasugerował Chyłce, żeby szła przodem. Skorzystała od razu, przekraczając próg kruchty, po czym nabrała nieco wody święconej z kropielnicy i szybko się przeżegnała.

– To trzeba było wieczorem nie pić – odparł. – Mogłabyś sama nadawać tempo iks piątce i…

– Wierz mi, gdybym wiedziała, jaka gehenna mnie czeka, byłabym wzorem abstynencji.

Kordian mruknął coś pod nosem.

– Co tam starasz się wykrztusić?

– Nic.

– Mhm – skwitowała z niezadowoleniem Joanna. – Tyle lat cię edukuję w sztuce łamania przepisów, Zordon, i wszystko jak…

– A widziałaś drogi, którymi tu jechaliśmy?

– Widziałam.

– I zauważyłaś, jakie pipidówy mijaliśmy?

– Zauważyłam – przyznała.

– Jedna z nich nazywała się Komory Błotne, Chyłka.

– No i? Całkiem niezgorsza nazwa.

– Ale dająca pojęcie o tym, jaka była kondycja nawierzchni.