Zarzut
Remigiusz Mróz — Literatura

– Iks piątka by sobie poradziła, gdybyś tylko dał jej szansę – oznajmiła Joanna, a potem wskazała wzrokiem kropielnicę.

Kordian zignorował ją i dał krok naprzód. Miał zamiar postawić kolejny, jednak ręka Chyłki na jego piersi skutecznie mu to uniemożliwiła.

– Przeżegnaj się.

Oryński zerknął na wodę święconą.

– Nie wypali ci skóry – dodała Joanna. – Chyba.

– Ale dostarczy mi wszystkich zarazków, które zostawili tam ludzie wpychający wcześniej do niej łapy.

– Daj spokój.

– A jak ktoś wcześniej drapał się po tyłku, a potem…

– Żaden przykładny katolik tego nie robi.

Kordian zmierzył wzrokiem swoją żonę.

– Nawet jeśli, to tych przykładnych nie ma wielu.

Stali naprzeciw siebie, patrząc sobie w oczy i czekając na rozwój wypadków.

– Zamocz badyla, Zordon.

– Bo?

– Bo inaczej jedynym, co będziesz moczył dziś w nocy, okażą się naczynia w zlewozmywaku.

Oryński powiódł wzrokiem po ozdobnych łukach, bogatym żyrandolu i w końcu utkwił wzrok w równie okazałym ołtarzu. Cały ten przepych mocno kontrastował z faktem, że znajdowali się na wsi, która mogła mieć w porywach tysiąc mieszkańców.

– Nie powinnaś stawiać takiego ultimatum w kościele – zauważył Zordon.

– Nie?

– To niemoralne.

Chyłka zbliżyła się o krok.