Zazdrość
Jo Nesbø — Kryminalne i sensacyjne

– Obiecuję. Chociaż nie sądzę, żeby to miało dla ciebie większe znaczenie.

– Właśnie, że tak. Jeśli nie dochowam tajemnicy, do której jestem zobowiązana w kontrakcie, firma może sądownie domagać się ogromnego odszkodowania ze spadku po mnie, a wtedy dla organizacji, której w testamencie zapisałam pieniądze, zostaną nędzne resztki.

– Czym mogę służyć? – spytała stewardesa, która zmaterializowała się bezszelestnie tuż przy nas.

Wychyliłaś się nade mną i poprosiłaś o gin z tonikiem dla nas obojga. Dekolt swetra lekko ci się obsunął, zobaczyłem nagą bladą skórę i zorientowałem się, że jednak nie pachniesz tak jak ona. Twój zapach był lekko słodkawy, korzenny jak benzyna. Tak, właśnie jak benzyna. I jak pewien gatunek drewna, którego nazwy nie pamiętałem. Prawie męski.

Kiedy stewardesa zgasiła lampkę nad fotelem i odeszła, zrzuciłaś buty, obróciłaś się bokiem i miękkim kocim ruchem podwinęłaś nogi na fotelu, demonstrując szczupłe, obciągnięte nylonem kostki, które rzecz jasna skojarzyły mi się z baletem.