– Oczywiście, że to stresujące – powiedziałaś, ziewnęłaś i wyprostowałaś stopę w pończosze, dotykając nią mojego kolana. – Wolałabym, żeby to trwało krócej niż trzy tygodnie, ale przypuszczam, że na znalezienie najlepszej i najpewniejszej metody potrzeba czasu. Jeżeli na przykład ma to wyglądać na wypadek, a jednocześnie być bezbolesne, pewnie wymaga starannego planowania.
– Gdyby ten samolot nieoczekiwanie spadł, dostałabyś zwrot pieniędzy? – spytałem, wypijając łyk ginu z tonikiem.
– Nie. Powiedzieli, że z każdym zleceniem wiążą się duże wydatki, a klienci poza wszystkim mają skłonności samobójcze, firma musi więc zabezpieczyć się przed tym, że klient ich uprzedzi, dobrowolnie lub przez przypadek.
– Hm. Czyli zostało ci maksymalnie dwadzieścia jeden dni życia.
– Wkrótce już tylko dwadzieścia i pół.
– No właśnie. Jak masz zamiar je wykorzystać?
– Chcę robić to, czego nie robiłam do tej pory. Rozmawiać i pić z nieznajomymi.
Wypiłaś drinka jednym haustem. A mnie serce zaczęło nagle walić, jakby już wiedziało, co się stanie. Odstawiłaś szklankę i położyłaś mi rękę na ramieniu.
– No i mam ochotę się z tobą kochać.
Nie wiedziałem, co odpowiedzieć.