– Troszeczkę. W wystarczającym stopniu. – Uścisnęłaś moją rękę, wstałaś i powiedziałaś, że niedługo wrócisz. – Wystarczającym, abym mogła się cieszyć, że być może mam przed sobą trzy tygodnie.
W czasie gdy byłaś w toalecie, zjawiła się stewardesa, zabrała nasze szklanki, a ja spytałem, czy możemy dostać dwie dodatkowe poduszki.
Wróciłaś ze świeżym makijażem.
– To nie dla ciebie – oświadczyłaś, czytając w moich oczach. – Tobie się podobało takie rozmazanie, prawda?
– Podoba mi się jedno i drugie – odparłem. – Więc dla kogo tak się umalowałaś?
– A jak myślisz?
– Dla nich? – spytałem, wskazując gestem cały pokład.
Pokręciłaś głową.
– Niedawno zamówiłam ankietę, w której większość kobiet odpowiedziała, że malują się dla poprawy własnego samopoczucia. Ale co mają na myśli przez dobre samopoczucie? Czy chodzi tylko o nieodczuwanie przykrości, jaką sprawia pokazywanie się takimi, jakie są naprawdę? Czyżby makijaż był w zasadzie jedynie burką, którą same sobie narzucamy?
– A czy makijażu nie stosuje się zarówno po to, by coś podkreślić, jak i po to, by coś ukryć?