– Do Rejkiawiku. Odlatuje godzinę po naszym lądowaniu. A o czym myślisz?
– O hotelu w Londynie.
– Jakim?
– Langdon.
– Langdon to dobry hotel. Pracownicy zapamiętują twoje imię, jeśli mieszkasz tam dłużej niż dobę. O ile nie podejrzewają, że chodzi o jakąś pozamałżeńską przygodę. Wtedy ich mózgi pokrywają się teflonem. Ale my i tak nie zostaniemy tam dłużej niż dobę.
– Chcesz powiedzieć...
– Mogę odłożyć Rejkiawik do jutra.
– Jesteś pewna?
– Tak. Cieszysz się?
Sprawdziłem. Nie cieszyłem się.
– Ale co będzie, jeśli... – zacząłem, lecz urwałem.
– Boisz się, że zaatakują w czasie, kiedy będziesz razem ze mną? – spytałaś i wesoło stuknęłaś swoją szklanką o moją. – Że będziesz musiał męczyć się ze zwłokami?
– Nie – odparłem z uśmiechem. – Chodziło mi o to, co będzie, jeśli się w sobie zakochamy. A ty podpisałaś papiery, że masz umrzeć. Kontrakt, którego nie można zerwać.
– Już za późno. – Położyłaś rękę na mojej dłoni leżącej na podłokietniku.
– Właśnie o tym mówię.
– Chodzi mi o to drugie. Już się w sobie zakochaliśmy.
– Naprawdę?