Przewodniczka kontynuuje, ale pasażerowie, oczarowani widokiem bezkresnego jęzora lodu spływającego między czarnymi szczytami gór, już jej nie słuchają.
Między lodowcem a statkiem wyrasta ogromna góra lodowa, większa niż wszystkie inne mijane podczas rejsu. Kapitan, zamiast ją ominąć, kieruje katamaran prosto na nią. Gdy się zbliżają, silniki cichną, a katamaran zaczyna dryfować tuż przy lodowym kolosie. Włoch ocenia, że gdyby się wysilił, mógłby dorzucić do niej kamieniem.
– To prawda, co mówią o górach lodowych – rozlega się głos z głośników.
– To, co widzimy na powierzchni, to tylko dziesięć procent całości.
Włoch próbuje wyobrazić sobie ogrom niewidocznego lodu. Wystająca nad wodę część góry lodowej, choć wielka jak katedra, jest tylko ułamkiem ukrytej pod powierzchnią masy. Jej potęga sprawia, że trzypoziomowy katamaran z dwustoma osobami na pokładzie wygląda przy niej niczym łupina orzecha na oceanie.