Złączeni nienawiścią
Cora Reilly — Literatura

PROLOG

Gianna

To, co zobaczyłam w lustrze, mogłoby być sceną otwierającą horror. Krew pokrywała moją brodę, a z rozcięcia w dolnej wardze sączyło się jej jeszcze więcej i całość wsiąkała w moją białą koszulkę. Warga już puchła, ale z radością zauważyłam, że moje oczy były suche – ani śladu łez.

Za moimi plecami pojawił się Matteo. Górował nade mną, mrocznymi oczami badając moją obitą twarz. Bez swojego słynnego uśmiechu rekina i aroganckiego rozbawienia wyglądał niemal znośnie.

– Nie wiesz, kiedy się zamknąć, co? – Jego usta ułożyły się w pogardliwy uśmieszek, lecz coś wyglądało nie tak. W jego wzroku tkwiło coś niepokojącego. Jego spojrzenie przypominało to, które widziałam u niego po tym, jak w piwnicy zajął się schwytanymi Rosjanami. W głębi jego oczu czaiło się coś spaczonego.

– Ty też nie – powiedziałam, a następnie skrzywiłam się, gdy poczułam w wardze kłujący ból.

– Prawda – przyznał dziwnym głosem. Zanim zdążyłam zareagować, złapał mnie za biodra, odwrócił i posadził na umywalce. – Dlatego jesteśmy dla siebie stworzeni.

Powrócił jego arogancki uśmiech. I zaraz po tym ten bydlak wszedł mi między nogi.