– Co ty robisz? – wysyczałam, zsuwając się z krawędzi umywalki i popychając go w klatkę piersiową; chciałam zwiększyć między nami odstęp.
Nie ruszył się, ponieważ był dla mnie za silny. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Złapał mnie za brodę i przechylił moją głowę do góry.
– Chcę spojrzeć na twoją wargę – oznajmił.
– Nie potrzebuję już twojej pomocy. Mogłeś pomóc wcześniej i powstrzymać mojego ojca przed jej rozwaleniem.
– Tak. Powinienem był to zrobić – stwierdził mrocznym głosem, muskając kciukiem ranę i rozchylając moje usta. – Gdyby Luca mnie nie przytrzymał, wbiłbym twojemu ojcu nóż w plecy. Miałbym w dupie konsekwencje. Może i tak to zrobię. Zajebiście bardzo by mi się to podobało.
Puścił moją wargę i wyciągnął długi, zakrzywiony nóż z kabury znajdującej się pod jego marynarką, po czym obrócił go w dłoni z wyrachowanym wyrazem twarzy. Następnie zerknął na mnie.
– Chcesz, żebym go zabił? – zapytał.