Pochylił się, coraz bardziej się do mnie zbliżając. Przymknęłam delikatnie oczy, ale oczekiwany pocałunek nie nadszedł. Usłyszałam skrzypnięcie i zerknęłam na Romero. Po prostu otworzył szerzej drzwi łazienki. To dlatego się do mnie przysunął. Wcale nie chciał mnie pocałować. Zalała mnie fala wstydu. Jak mogłam sobie pomyśleć, że był mną zainteresowany? Należał do mafii.
– Musisz stąd wyjść – wymamrotał, prostując się. Nadal trzymał mnie za nadgarstek.
– To mnie puść.
Puścił bez wahania i zrobił krok w tył. Nie ruszyłam się. Chciałam go dotknąć, chciałam, żeby on dotknął mnie. Przeklął i szybko zbliżył się do mnie, jedną rękę układając z tyłu mojej głowy, a drugą na moim biodrze. Jego dotyk był podniecający. Był zarówno ostrzeżeniem, jak i obietnicą. Już prawie smakowałam warg Romero. Dotyk tego mężczyzny sprawiał, że czułam się bardziej żywa niż kiedykolwiek.
– Wyjdź – wychrypiał. – Wyjdź, zanim złamię przysięgę. – Była to na wpół prośba, a na wpół rozkaz.