– Wiesz… – powiedział dziwnie surowym głosem. – Gdyby ktoś nas tak znalazł, to mógłby sobie coś pomyśleć. Coś, co mnie kosztowałoby życie, a ciebie reputację.
Nadal nie mogłam się ruszyć. Znieruchomiałam jak głaz, choć moje wnętrzności zdawały się płonąć, zamieniać w rozgrzaną do czerwoności lawę. Nie potrafiłam odwrócić wzroku. Nie chciałam odwracać wzroku.
Skierowałam oczy na brzeg ręcznika spoczywającego na biodrach, na cienką linię ciemnych włosów znikających pod nim, na cudowne „V” znajdujące się między biodrami. Bezwiednie poruszyłam ręką, wyciągając ją w stronę klatki piersiowej Romero, w kierunku tatuażu ze znakiem Famiglii, znajdującym się na lewej piersi. Chciałam poczuć jego skórę pod opuszkami palców.
Zanim udało mi się go dotknąć, Romero złapał mnie za nadgarstek i ścisnął niemal boleśnie. Szybko spojrzałam w górę, na wpół zawstydzona, na wpół zaskoczona. Zadrżałam na widok tego, co zobaczyłam na twarzy mężczyzny.