1
Ostatnie, co pamiętała, to niedźwiedź. Było to nawet zabawne – zginąć w środku Warszawy z łap niedźwiedzia. W parku, w którym wieczorami bała się siedzących na ławeczce pijaczków i młodych mężczyzn popijających piwo, przeklinających, plujących na chodnik i obrzucających ją pożądliwymi spojrzeniami, a nawet puszczonych luzem psów. Ale nigdy nie obawiała się, że zostanie zaatakowana przez niedźwiedzia.
No cóż, życie potrafi zaskakiwać.
Ile razy to słyszała... Od pana Mieczysława, od pani Stefanii, od pana Zbigniewa, od pani Jadwigi i wreszcie od Malwiny, cudownej pani Malwiny, której nie powinna potraktować tak, jak ją potraktowała. Nagle przypomniała sobie o tym, co jej zrobiła, i coś zakłuło ją w sercu. Odradzali jej, mówili, że będzie żałować, ale ona chciała to zrobić. Poza tym Malwina była stara, umierała. Tak będzie lepiej, powtarzała sobie w duchu. Tylko że potem, w ostatnim przebłysku jej świadomości, w otchłani gasnących oczu, dostrzegła zrozumienie. Malwina wiedziała, że została oszukana. I z taką świadomością właśnie umarła. Że osoba, której ufała, perfidnie ją okłamała.
Ale skąd miała wiedzieć, że tak to się skończy?
No cóż, życie potrafi zaskakiwać.