Złotowłosa
Wojciech Chmielarz — Kryminały

Tak. Oni wszyscy to powtarzali. Jedno za drugim na przestrzeni lat. Niezależnie od siebie. Jakby to była jakaś tajemna wiedza starych ludzi, którą łaskawie postanowili się z nią podzielić. Niektórzy uśmiechali się wtedy łagodnie, inni klepali ją czule po dłoni. Zbigniew położył jej nawet rękę na kolanie i ścisnął słabo, bo tylko na tyle było go stać, a ona mu pozwoliła, bo przecież co jej szkodziło. Ale kiedy wróciła do domu, ten gest – uroczy, jak wcześniej sądziła – nagle ją przeraził, bo zaczęła się zastanawiać, na co umierający dziś staruszek sobie pozwalał, kiedy był młodszy i silniejszy. Kiedy nie musiał się obawiać tego, że nawet taka filigranowa dziewczyna jak ona byłaby w stanie bez trudu go powalić. Czy myślał o tym podczas długich bezsennych nocy, kiedy czekał na kolejną dawkę środka przeciwbólowego? Czy obawiał się, że te wszystkie kobiety, które skrzywdził w swoim długim życiu, pojawią się przy jego łóżku, teraz, kiedy jest taki słaby i taki bezbronny? Czy jego serce przepełniał strach, że po drugiej stronie odpowie za to, co im zrobił?

No cóż, życie potrafi zaskakiwać.