Zrost
Robert Małecki — Kryminalne i sensacyjne

DZIEŃ PIERW­SZY

Nie­ru­chome ciało, kil­ku­krot­nie prze­wią­zane liną w pa­sie, uno­siło się na ta­fli je­ziora.

Dry­fo­wało na brzu­chu, z koń­czy­nami i głową za­nu­rzo­nymi w lo­do­wa­tej wo­dzie, więc nie było wąt­pli­wo­ści, że ko­bieta lub męż­czy­zna – co wciąż nie było ja­sne – nie żyje od dłuż­szego czasu.

Drugi ko­niec czar­nego sznura zni­kał w toni. Raz się na­pi­nał, a raz roz­luź­niał, utrzy­mu­jąc zwłoki na uwięzi.

Ko­mi­sarz Ber­nard Gross za­uwa­żył to­pielca kwa­drans temu, gdy wszedł na stary drew­niany po­most węd­kar­ski. Noc roz­pły­wała się wtedy w sza­ro­ściach przed­świtu, a zi­mowa mgła z wolna ustę­po­wała.

Po­de­szwy jego skó­rza­nych pół­bu­tów śli­zgały się na ob­lo­dzo­nych de­skach i oba­wiał się, że wpad­nie do zim­nej wody. Stą­pał uważ­nie za każ­dym ra­zem, za­nim prze­niósł cię­żar ciała z jed­nej nogi na drugą, opie­rał but o de­skę i po­cie­rał lekko pro­tek­to­rem, aż ten zła­pał przy­czep­ność.