Zrost
Robert Małecki — Kryminalne i sensacyjne

Kładka, wzdłuż któ­rej ro­sło si­to­wie, li­czyła nie wię­cej niż kil­ka­na­ście me­trów dłu­go­ści. Ucie­szył się, gdy wresz­cie do­tarł na sam jej ko­niec. Sta­nął tuż przed ostat­nim zmur­sza­łym i za­pad­nię­tym przę­słem ob­my­wa­nym przez wodę. Ci­chy chlu­pot drob­nych fal li­żą­cych stare de­ski zda­wał się je­dy­nym dźwię­kiem w tej po­zor­nej ci­szy bu­dzą­cego się do ży­cia mroź­nego gru­dnio­wego dnia.

Mgła uno­siła się i od­sła­niała co­raz więk­szą po­łać je­ziora, któ­rego ko­lor przy­po­mi­nał gładką, wy­po­le­ro­waną stal.

Gross ro­zej­rzał się, się­gnął po la­tarkę, a po­tem ją włą­czył.

Stru­mień świa­tła ukła­dał się miękko na ta­fli, gła­dząc ją, kiedy po­li­cjant prze­su­wał nim z jed­nej strony na drugą. W pew­nej chwili do­strzegł nie­okre­ślony czarny kształt tuż za trzci­no­wi­skiem.

Po­cząt­kowo są­dził, że wi­dzi pień drzewa.

I wtedy, jak na za­wo­ła­nie, po­wiał lo­do­waty wiatr. Przed­miot się prze­su­nął, a wów­czas Gross już do­sko­nale wie­dział, z czym ma do czy­nie­nia.

Serce za­biło mu moc­niej.