Zrost
Robert Małecki — Kryminalne i sensacyjne

Kil­ku­krot­nie w swo­jej ka­rie­rze po­li­cjanta służby kry­mi­nal­nej ob­ser­wo­wał dry­fu­jące zwłoki. Lecz po raz pierw­szy spo­tkał się z tym, żeby ciało opla­tał sznur, który przy­wią­zany do spo­czy­wa­ją­cego na dnie cięż­kiego przed­miotu, nie po­zwa­lał to­piel­cowi od­pły­nąć.

Ale w opi­nii Grossa nie to było naj­waż­niej­sze.

Cho­dziło o coś jesz­cze.

O coś, co spra­wiało, że trup utrzy­my­wał się na po­wierzchni ni­czym wy­tre­no­wany pły­wak, który na chwilę roz­luź­nił mię­śnie i te­raz od­po­czywa, ko­rzy­sta­jąc z praw fi­zyki i wy­por­no­ści ciała.

Bo prze­cież to­pielcy w słod­kich wo­dach za­wsze idą na dno.

Nad je­zioro w Biel­czy­nach ko­mi­sarz Gross do­tarł dwie go­dziny wcze­śniej.