Zwykła przyzwoitość
Wojciech Chmielarz — Kryminalne i sensacyjne

1

Aniela nie chciała umie­rać, ale jaki miała wy­bór? Bra­ko­wało jej sił, żeby się ze wszyst­kim bo­ry­kać, żeby wal­czyć, cho­dzić po są­dach, praw­ni­kach, kłó­cić się, udo­wad­niać, że nic złego nie zro­biła. Poza tym dla kogo mia­łaby to ro­bić? Staśka już nie było. Zmarł pięć lat wcze­śniej na to samo, co ty­siące in­nych chło­pów w Pol­sce – na wódkę i pa­pie­rosy. Nie miała o to do niego żalu. Ona po­cho­dziła z do­brego domu. Matka na­uczy­cielka, oj­ciec in­ży­nier, od po­ko­leń oboje z War­szawy, a losy ich ro­dzin były rów­nie dra­ma­tyczne i rów­nie krwawe, co hi­sto­ria sto­licy. Sta­siek z ko­lei przy­je­chał tu­taj za ro­botą. Elek­tryk. Niby ma­rzył całe ży­cie o po­li­tech­nice, ale za­miast na stu­dia, mu­siał iść do pracy. Za to śliczny był jak Zby­szek Cy­bul­ski, po­dob­nie na­wet się no­sił. Po­znali się na po­tań­cówce w klu­bie stu­denc­kim, gdzie Sta­siek przy­cho­dził z ko­le­gami, żeby wy­ry­wać dziew­czyny. Pra­co­wali, mieli więc pie­nią­dze. Ro­bili wra­że­nie. Twarde, ro­bot­ni­cze chło­paki o spra­co­wa­nych dło­niach, pach­nące wodą ko­loń­ską, wódką i ole­jem. Tacy tro­chę nie­grzeczni chłopcy, co to już znają ży­cie.